AI miała oszczędzać czas i zwiększać produktywność. Coraz częściej robi też coś odwrotnego: zwiększa tempo, podnosi presję i odbiera człowiekowi granice.
Na codzień bardzo mocno używam sztucznej inteligencji tzw hard user, szczególnie do programowania aplikacji i budowania narzędzi pod zarabianie pieniędzy. Stworzyłem już sporo aplikacji i dziesiątki wskaźników do TradingView. Po wielu miesiącach kodowania z AI chciałem pokazać mniej kolorowy obraz tego świata. Nie tylko możliwości, ale też koszty, wady i problemy, z którymi realnie będziemy się mierzyć.
AI uzależnia od samego procesu tworzenia
Jednym z największych zagrożeń, jakie widzę w pracy z AI, jest uzależnienie od samego procesu tworzenia. Bardzo łatwo wsiąknąć i zacząć tworzyć dla samego tworzenia. Dodawać kolejne opcje, poprawiać coś bez końca, optymalizować, zaczynać nowy pomysł, zamiast domykać poprzedni. Sam mam dziś kilkanaście aplikacji i kilkadziesiąt wskaźników. W pewnym momencie tworzenie staje się bardziej uzależniające niż TikTok czy rolki.
Z mojej obserwacji ma to realny koszt psychiczny. Bardzo łatwo się przepalić. Trudno wyznaczyć zdrową granicę końca pracy i moment, w którym projekt powinien po prostu zostać wypuszczony. Zawsze można zrobić coś lepiej, szybciej, ładniej, mądrzej. I właśnie to wciąga.
Kiedy praca idzie dobrze, dopamina uderza mocno. Efekt jest szybki, nagroda jest szybka, postęp jest szybki. Problem zaczyna się później. Wraz z rozrostem projektu i zbyt dużym tempem pracy rośnie frustracja, chaos i zmęczenie. Zdarza mi się przepalić tokeny w dwa dni, a potem wchodzi coś, co nazywam głodem tokenowym. Nie dokupuję, bo wiem, że wtedy praktycznie nie odszedłbym od komputera.
W moim odczuciu AI nie zawsze zmniejsza ilość pracy. Często po prostu zwiększa tempo przepalania. Sami się dociskamy, bo skoro można szybciej, to robimy więcej. A prawda jest taka, że w układzie człowiek, sztuczna inteligencja to my jesteśmy wąskim gardłem. I właśnie dlatego to każdy sam powinien wyznaczyć zdrową granice.
Problemem nie jest tylko błąd, ale brak zrozumienia
Drugim dużym problemem jest to, że wiele osób nie rozumie, na jakiej zasadzie działa model i dlaczego daje taką odpowiedź, a nie inną. To nie jest wyrocznia. To nie jest prawda objawiona. To system, który został wyuczony na przeszłości i generuje odpowiedź na podstawie wykrytych wzorców. Jeśli ktoś tego nie rozumie, bardzo łatwo zaczyna traktować odpowiedzi modelu jak obiektywny osąd świata.
To może być niebezpieczne zwłaszcza tam, gdzie wchodzą emocje, relacje i decyzje życiowe. Jeśli model był karmiony forami dyskusyjnymi, na których dominują konflikty, skrajne historie i rady typu „zostaw go”, to trudno się dziwić, że później częściej pcha użytkownika w stronę rozstania niż pojednania. Ludzie szczęśliwi zwykle nie siedzą godzinami na forach i nie opisują, że wszystko jest dobrze. Do sieci trafia głównie problem, ból, frustracja i kryzys. A potem model uczy się właśnie z tego.
To oznacza, że AI może nie tylko się mylić. Może też wzmacniać złe decyzje, narcyzm, złudzenie własnej racji i wykluczenie społeczne. Potrafi potwierdzać nasze błędy w bardzo przekonujący sposób. I właśnie to bywa groźniejsze niż zwykła halucynacja.
Twórcy będą walczyć nie z ludźmi, ale z tempem maszyn
Zmiana dotyczy też twórców. Większość treści w social mediach już dziś ma domieszkę AI albo jest przez AI bezpośrednio produkowana. Kontent tworzony wyłącznie przez człowieka staje się niszowy. Żaden człowiek nie jest w stanie wypuszczać kilku dopracowanych materiałów dziennie i jednocześnie utrzymać jakości, refleksji i własnego stylu.
Jeśli Bitcoin nagle mocno spadnie, to zanim nagram film, zrobię analizę i opublikuję materiał, w sieci będzie już masa au
