Jedną z ważniejszych rzeczy, które odkryłem w życiu, jest to, że nie każda myśl zasługuje na dalsze myślenie.
Brzmi banalnie, ale długo działałem dokładnie odwrotnie. Jeśli pojawiał się problem, próbowałem go rozebrać na części. Jeśli popełniłem błąd, analizowałem go. Jeśli coś mnie bolało, chciałem zrozumieć dlaczego. Wydawało mi się, że człowiek rozsądny powinien myśleć tak długo, aż znajdzie odpowiedź.
Myślenie pozwala znaleźć błąd, wyciągnąć wnioski, poprawić decyzję. Problem zaczyna się wtedy, kiedy nie pojawia się już nic nowego, a my nadal siedzimy nad tym samym.
Teraz sporo osób też tak ma, nie kupiło Bitcoina i walczy z myślami kupić, zrobić dca. Myśli ile mogło zarobić, patrzy jak inni są już w pozycji, a umysł im nie daje spokoju. Mogłem być bogaty, a nie jestem.
W psychologii mówi się o ruminacji. Potocznie nazwalibyśmy to overthinkingiem: wielokrotnym przeżywaniem tej samej sytuacji, analizowaniem rozmowy, straty, decyzji czy błędu, mimo że kolejna godzina myślenia niczego już nie zmienia.
Strata na giełdzie wydarzyła się raz. Niestety w głowie możesz jednak ponosić ją jeszcze przez pół roku. Rozmowa zakończyła się w piątek, ale możesz prowadzić ją ze sobą do Bożego Narodzenia. Jeden błąd może zostać jednym błędem albo początkiem wielomiesięcznego śledztwa pod tytułem: „co jest ze mną nie tak?”.
Pamiętacie Dzień Świra i jego monolog wewnętrzny z rana? Musi być strasznie męczące bycie Adasiem Miauczyńskim 😉 Ostatnio to oglądałem i jego natarczywe, agresywne myślenie strasznie mnie zmęczyło. Też myślę dużo, ale nie aż tak ekstremalnie jak on.

Wiadomo, że rzeczywistość potrafi zaboleć, życie często nie idzie po naszej myśli. Tutaj powstaje pytanie Po co sobie dokładać jeszcze więcej i się biczować myślami?
Kiedy myślenie przestaje pomagać
Lubię analizować. W inwestowaniu jest to wręcz część pracy: sprawdzanie danych, scenariuszy, ryzyka, szukanie miejsc, w których własna teza może być błędna.
Tylko że myślenie ma coś w rodzaju malejącej użyteczności.
Pierwsze pół godziny może przynieść dużo. Kolejne pozwala zauważyć coś, co wcześniej umknęło. Ale jeśli po trzech godzinach nadal obracasz dokładnie te same argumenty i nie pojawiła się żadna nowa informacja, to prawdopodobnie już nie rozwiązujesz problemu. Przeżuwasz go.
Ok nie kupiłeś pozycji, nie masz dobrego wejścia, trudno. Po co o tym myśleć i zamęczać. Niestety wyciągamy sytuację z pamięci, oglądamy ją ponownie, dopisujemy kilka nowych zdań, porównujemy z innymi, nakręcamy emocje, po czym staramy odwrócić uwagę bo to jest męczące.
Niestety następnego dnia zaczynamy od początku. Niczym Syzyf wciągający skałe na szczyt góry. Na chwilę zapomnimy, po czym widzimy wykres który nam odjechał. Na twiterze piszą zostaliśmy na peronie. Śmieją się z nas. Czemu nas spotkał tak okrutny los? W pewnym sensie, jak patrzę u siebie ten głoś jak w Dniu Świra potrafi być super męczący.
Brad Warner w książce Sit Down and Shut Up opisuje zenowskie pojęcie hishiryo, tłumaczone jako „nonthinking”, czyli niemyślenie. Nazwa jest trochę niefortunna, bo sugeruje próbę wyczyszczenia umysłu.
Według autora myśli pojawiają się same. Problem zaczyna się wtedy, gdy którąś łapiemy i zaczynamy ją ciągnąć dalej. Najgorszy wariant to zadomowienie się w jednej myśli np. niskim poczuciu wartości, radykalnej ocenie sytuacji lub siebie w stylu nigdy nie będę szczęśliwy, nigdy nie znajdę żony.
Nasza głowa cały czas pracuje Pojawia się: „Pociąg odjechał, powinnem kupić”. Nie jest to w same sobie szkodliwe, ale w pewnym momencie zaczyna to wyssać energię i odwracać uwagę od teraźniejszości.
Łapiemy się na tym ale parę minut później zaczyna się dalszy ciąg: co dalej jak będzie rosło, może kupię teraz ale w sumie jest drogo. Niepotrzebnie czekałem i zwlekałem z decyzją. Zawsze chce wejść idealnie na dnie. Może w ogóle nie nadaję się do inwestowania. Przecież zajmuję się tym tyle lat.
Cena mogła się przez ten czas nie ruszyć nawet o procent. Za to w głowie zdążyłeś stracić pieniądze, kompetencje i pół przyszłości. Gdzie jesteś wtedy? Na pewno nie tu i teraz. Nawet czytając ten artykuł ile razy się zdekoncentrowałeś, albo pomyślałem OMG ale on zrobił długi wpis zostawie sobie na później.
Nie chodzi o zatrzymanie pierwszej myśli. Bardziej o zauważenie momentu, w którym zaczynamy produkować drugą, trzecią i trzydziestą.
Historia o dwóch strzałach (pochodząca z Sallatha Sutty) to jedna z najbardziej praktycznych nauk Buddy dotyczących ludzkiego cierpienia.
Wyobraź sobie człowieka trafionego strzałą. Ból jest natychmiastowy i fizyczny. Chwilę później w to samo miejsce trafia druga strzała. Ból staje się zwielokrotniony i nie do zniesienia.
W tej metaforze obie strzały oznaczają dwa różne typy cierpienia:
- Pierwsza strzała to ból fizyczny lub nieuniknione zdarzenie losowe. To choroba, strata pracy, złamana noga, złośliwy komentarz czy nagła zmiana planów. Jest to bezpośrenie doświadczenie, na które często nie mamy żadnego wpływu. Przytrafia się każdemu, niezależnie od tego, jak bardzo jest mądry czy dobry.
- Druga strzała to nasza własna reakcja emocjonalna i mentalna. To rozpamiętywanie, gniew, użalanie się nad sobą, myśli typu „Dlaczego znowu ja?”, opór przed rzeczywistością i lęk o przyszłość.
Parę lat temu jak byłem na odosobnieniu, pytałem ludzi ile myśli mają w głowie i jak myślą. Mistrz chciał by każdy nauczył się wyciszyć umysł na 5 minut. Wyobrażacie to sobie 5 minut pustej, czystej głowy, w której nie łapie się żadnej myśli. Wow też tak bym chciał. Ale tutaj ciągle coś się dzieje, mogę zyskać, mogę stracić, zawsze ktoś coś robi fajnego i ma lepiej. Dziś muszę wyrzucić śmieci, a przecież mógłbym być Camp Base pod Mount Everestem. No i jeszcze ten nieszczęśliwy bitcoin?
Najlepszy? Z nich mówi, że potrafi nie łapać myśli przez godzinę. Tak przez godzinę, pomyślałem od razu co on je? U mnie myśli to pęd, wodospad, galopujące mustangi.
Ruminacja na rynku
Inwestowanie świetnie pokazuje różnicę między faktem a historią, którą do niego dopowiadamy.
Chcialeś kupić aktywo. Poszło 30 procent do góry. Faktem jest tylko to, że obecna cena znajduje się 30 procent powyżej tej sprzed paru dni i nie kupiłeś nic.
Reszta zaczyna powstawać w głowie: „Jak mogłem tego nie zauważyć?”, „Przecież wiedziałem że mamy bessę”, „Musi spaść”, „Skoro tyle czasu poświęciłem na analizę, nie mogłem aż tak się pomylić”.
W pewnym momencie przestajesz analizować inwestycję, a zaczynasz bronić własnego obrazu siebie. Podobny mechanizm opisuję szerzej w tekście o perfekcjonizmie w inwestowaniu i życiu. Tutaj powstaje ta słynna druga strzała, którą zadajemy sobie sami.
Rynek ma tutaj pewną niewygodną cechę: kompletnie go to nie interesuje. Nie zna ceny Twojego zakupu. Nie wie, ile czasu spędziłeś nad raportem. Nie ma pojęcia, że bardzo zależy Ci na tym, żeby teza okazała się prawdziwa. Tak pewnie jesteś dobrym człowiekiem i zasłużyłeś na kupno dipa, oraz zwrot inwestycji 10x. Ale niestety z jakiegoś powodu tak świat nie działa i nie zawsze otrzymujesz to co pragniesz.
To my robimy z ceny osobistą sprawę. Bach druga strzała, a potem i trzecia, lub czwarta.
Wiem, że to nie jest łatwe ale warto zatrzymać się na chwilę i zobaczyć te myśli, emocje. Nie walczyć z nimi, ale być zaciekawionym. Zupełnie inaczej brzmi pytanie „Co zrobi rynek”, a co innego jest „jak ja czuje się wobec tego co dzieje się na rynku?” Te dwa pytania potrafią dać zupełnie inne odpowiedzi.
Podobnie działa to w życiu. Firma nie wyszła. Relacja się skończyła. Ktoś wybrał inaczej, niż chcieliśmy. W pewnym momencie przestajemy pytać, co się wydarzyło i co możemy zrobić, a zaczynamy zastanawiać się, dlaczego świat nie zachował się zgodnie z naszym scenariuszem. Znowu pociąg mi odjechał 😉
Przypomina to trochę sytuację przepalonej żarówki. Żarówka się przepala, to co robisz wymieniasz ją na nową. Ale wyobraź sobie, że to Cię bardzo zezłościło bo nie masz zapasowej musisz pojechać do sklepu, pada deszcz. To niesprawiedliwe, akurat dziś musiała się przepalić żarówka. Czemu to mnie spotkało, byłem w sklepie mogłem kupić na zapas.
Brzmi to abstrakcyjnie, ale tak wiele osób toczy niczym Don Kichot fikcyjny bój z światem, myślami i sprawiedliwością. Żarówka CI się przepaliła, jaką należy kupić. Duży gwint? Czy mały? Wyobraźcie sobie tego Adasia, con on będzie mówił i myślał gdy mu się taka żarówka przepali. Czy warto tak funkcjonować i żyć jak On? Co na tym zyskujecie, a co na tym tracicie?
Problem z pytaniem „dlaczego?”
„Dlaczego?” jest jednym z najlepszych pytań, jakie mamy. Bez niego trudno się czegokolwiek nauczyć. Dlaczego straciłem pieniądze? Za duża pozycja. Zła ocena ryzyka. Brak planu wyjścia. Zignorowanie informacji, która przeczyła mojej tezie. Dobrze. Jest odpowiedź i coś z niej wynika. Nie kupiłeś tego BTC, spoko, wyciągnij z tego tytułu wnioski. Może ustaw zlecenia? Może zrób DCA? Może poszukaj innej inwestycji?
Często odpowiedź już znamy, a mimo to dalej pytamy. Wtedy „dlaczego?” powoli przestaje nam służyć. Zaczynamy negocjować z samym sobą, Bogiem czy przeszłością.
Jak gdyby istniała odpowiedź tak trafna, że po jej znalezieniu wydarzenie zostanie cofnięte.
Nie zostanie.
Tutaj pojawia się rzecz dla mnie trudna, ale coraz ważniejsza: czasami trzeba umieć zakończyć analizę, zanim poczujemy pełne psychiczne domknięcie. Trochę to przypomina jedzenie, słynny skecz z Monthy Pythona gdzie jeszcze jedno danie, spowodowało wybuch żołądka. Warto czasem nie domykać do końca myśli i zostawić sobie mały niedosyt. Co nie jest dla mnie proste 🙂 bo ciężko określić gdzie ten punkt występuję w myśleniu.
Świat nie obiecał nam dobrego wyniku
Buddyzm używa obrazu, który bardzo lubię: kwiaty, które kochamy, opadają, a chwasty, których nie chcemy, rosną.
Mamy ukryte przekonanie, że jeśli zachowamy się prawidłowo, świat powinien odpowiedzieć prawidłowym wynikiem. Jeśli dobrze przeanalizuję spółkę, powinienem zarobić. Jeśli ciężko pracuję nad firmą, powinna się udać. Jeśli jestem dobry dla drugiej osoby, ona powinna być dobra dla mnie.
Tyle że rzeczywistość tak nie działa.
Możesz podjąć świetną decyzję inwestycyjną i stracić pieniądze. Możesz zrobić coś głupiego i zarobić. Świetna firma może trafić na fatalny moment, a średni produkt może dostać idealny rynek.
Dobra decyzja zwiększa prawdopodobieństwo dobrego wyniku. Nie daje prawa do niego.
Dla inwestora ta różnica jest fundamentalna. Jeżeli utożsamiamy jakość decyzji z wynikiem pojedynczej transakcji, zaczynamy uczyć się niewłaściwych rzeczy. Szczęśliwy przypadek uznajemy za umiejętność, a poprawną decyzję zakończoną stratą za błąd.
W życiu robimy dokładnie to samo. Ilu influncerów uważa, że umie inwestować a tak naprawdę miało fuksa być czy kupić wcześnie.
Jak przestać za dużo myśleć?
Nie mam magicznej metody na wyłączenie natłoku myśli. Zresztą coraz mniej wierzę, że o wyłączenie tutaj chodzi. Bardziej przydatne wydaje mi się zauważanie granicy, po której analiza przestaje coś wnosić.
Sam stosuję kilka technik.
- Uważność, obserwacja, oraz powrót do terażniejszości.
- Czy pojawiła się nowa informacja? Jeśli od godziny obracam dokładnie te same fakty, prawdopodobnie niewiele zyskam, siedząc nad nimi kolejną.
- Czy z mojego myślenia wynika działanie? Mogę sprzedać, zmniejszyć pozycję, poczekać na kolejne dane, zadzwonić, przeprosić, zamknąć projekt albo zmienić plan.
- Czy próbuję rozwiązać problem, czy odzyskać poczucie kontroli? To pytanie jest najtrudniejsze, bo bardzo łatwo oszukać samego siebie.
- Próba powrotu do teraźniejszości i oddechu. Gdy wpdam w korkociąg myśli dobrze po prostu zobaczyć co nas otacza, co sie dzieje lub po prostu wyjść z domu
- Jeśli myśl jest natrętna koncentruje się na jednym zadaniu, pojawia się myśl widzę ją, ale nie łapie. Teraz moim zadaniem jest wyrzucić śmieci, teraz mam jedno zadanie napisać post na bloga, teraz mam jedno zadanie pobawić sie z dziećmi.
- Sen, czasem potrzebuje iść spać by zresetować ruminację.
- Zmiana otoczenia, zauważam że dobrze zrobić spacer, wyjść z domu, czy do ludzi. Nie zawsze działa, zdarza się, że nakręcę się jeszcze bardziej zwłaszcza jak spotkała mnie niesprawiedliwość życiowa.
- Terapia, medytacja, nauka obserwacji i myślenia.
Nie jest to łatwe, zwłaszcza jak coś spotka nas w naszej ocenie niesprawiedliwego i zaskakującego. Brak zajęcia pozycji, nie jest takim problemem. Większe problemy powodują rzeczy których się nie spodziewaliśmy. Często źródłem ich jest ktoś nam bliski lub sytuacja której kompletnie nas zaskoczyła. Jakbyśmy wiedzieli to byśmy się położyli. Mądrość jest po fakcie.
Niemyślenie nie oznacza bezmyślności
Nie chciałbym, żeby z całego tekstu wyszedł wniosek: mniej myślenia, więcej YOLO. Natomiast dobrze czasem wyłączyć analizę, zaakceptować nie kupiłem Bitcoina, życie toczy się dalej. Co tracę przez te myślenie teraz? Co ucieka mi z mojego horyzontu. Gdzie gubię teraźniejszość?
Przypominam historię żarówki, po prostu myślenie jest sprawcze do podejmowania decyzji, a nie zamartwiania się na zapas.
Ile razy chcesz zapłacić za ten sam błąd?
Nie warto moim zdaniem się zamartwiać o przyszłość, czy żałować że czegoś się nie zrobiło. Lekarstwem staje się teraźniejszość. Gdy porzuci się ciągłe gonienie, pragnienie, można uspokoić swój umysł i zaznać prostej radości z samego istnienia. Czego Wam z całego serca życzę.
Najczęstsze pytania o overthinking i ruminację
Jak przestać za dużo myśleć?
Nie chodzi o całkowite zatrzymanie myśli. Bardziej użyteczne jest zauważenie momentu, w którym analiza przestaje dostarczać nowych informacji albo prowadzić do działania. Jeśli ciągle obracasz te same argumenty, prawdopodobnie nie rozwiązujesz już problemu, tylko go przeżuwasz.
Co to jest ruminacja?
Ruminacja to wielokrotne wracanie do tych samych myśli, wydarzeń lub problemów bez uzyskania nowego rozwiązania. Możesz analizować starą rozmowę, błąd, stratę finansową albo decyzję przez wiele godzin, mimo że nie pojawia się już żadna nowa informacja.
Czym różni się ruminacja od normalnej analizy?
Analiza powinna prowadzić do nowej informacji, decyzji albo działania. Ruminacja wraca do tych samych argumentów i zwykle zwiększa napięcie zamiast prowadzić do rozwiązania. Dobrym testem jest pytanie: czy po kolejnej godzinie myślenia wiem coś, czego wcześniej nie wiedziałem?
Czy niemyślenie oznacza wyłączenie myśli?
Nie. Myśli pojawiają się spontanicznie i trudno całkowicie nad tym zapanować. Idea niemyślenia polega raczej na tym, żeby nie rozwijać automatycznie każdej myśli w kolejne scenariusze, oceny i historie.
Dlaczego overthinking jest problemem w inwestowaniu?
Inwestor może zacząć bronić swojej wcześniejszej decyzji zamiast analizować aktualne dane. Strata przestaje być informacją rynkową, a staje się osobistym problemem. To zwiększa ryzyko zmiany zasad w trakcie inwestycji albo szukania argumentów potwierdzających wcześniejszą tezę.
Jak rozpoznać, że za długo analizuję problem?
Sprawdź trzy rzeczy: czy pojawiła się nowa informacja, czy z myślenia wynika konkretne działanie oraz czy próbujesz rozwiązać problem, czy tylko odzyskać poczucie kontroli.
Jeśli chcesz co tydzień dostawać nowe teksty o psychologii decyzji, inwestowaniu i technologii, zapisz się na newsletter Paul Crow.
Źródło i inspiracja
Brad Warner, Sit Down and Shut Up: Punk Rock Commentaries on Buddha, God, Truth, Sex, Death, and Dogen’s Treasury of the Right Dharma Eye – szczególnie fragmenty dotyczące hishiryo, ruminacji oraz komentarzy do Dogena.

Dyskusja
2 komentarze
Bez punktów i rankingów. Jeśli tekst uruchomił Ci jakąś myśl, zostaw ją dla kolejnej osoby.
Przy inwestowaniu człowiek ciągle myśli… niestety , warto prowadzić dzięnik decyzji i tam przelewać nasze myśli. 😉 wszstkiego dobrego!
Bardzo dobry tekst. Mam z tym duży problem.
Spodobał mi sie tekst: „myślenie jest sprawcze do podejmowania decyzji, a nie zamartwiania się na zapas.”
Postaram się o nim pamiętać, kiedy będę w kieracie myśli.
Dziękuję